W podziemiach tatrzańskich

Stefan Zwoliński, “W podziemiach tatrzańskich” (fragmenty, opisujące próby eksploracji Jaskini Bystrej):

(…) po 16 m zatrzymuje nas głębokie jeziorko, rozlane w komorze długości 8 m. W głębi, nad wodą, czerni się tylko niziutki otwór, prowadzący do dalszego ciągu korytarza (…).

Jak przedostać się przez tę wodę? Stajemy wobec nowego problemu. Próbujemy pływać na prowizorycznie sporządzonej tratwie, ale nie mieści się ona w wąskim otworze i próby te kończą się moją kąpielą po szyję w lodowatej wodzie, tym przykrzejszą, że jedyna karbidówka, którą ze sobą wzięliśmy, tonie przy tym i w zupełnej ciemności muszę się ratować, dobrnąwszy jakoś do brzegu jeziorka.

(…)

Wreszcie i ta przeszkoda pokonana. Po ułożonym z belek i desek pomoście, a dalej po stromym progu skalnym wdzieramy się na platformę skalną, skąd korytarz raz jeszcze opada w dół. Doprowadza on do obszernej komory o dnie również zalanym wodą, trzeba więc znów budować kładki. Po ich przejściu wypatrujemy dalszy ciąg korytarza, który tu gdzieś się gubi. Wreszcie pod sklepieniem komory dostrzegamy kilka wąskich otworów. Wspinamy się po drabinie, a dalej po zawieszonej nad przepaścią półce, która do nich doprowadza. Teraz już szybko posuwamy się naprzód przedziwnym splotem trzech biegnących równolegle do siebie kanałów, mijając na razie wszystkie boczne odgałęzienia.

Niezwykłe to miejsce. Gładkie, wylizane przez wodę ścianki dzielące odnogi są miejscami tak cienkie, że widać przez nie blask latarek. Niezwykłe poruszenie i radość wzbudza w nas widok draperii stalaktytowych, które zwisają w paru miejscach ze stropu (…).

(…)

Nasz marsz staje się coraz trudniejszy. Pojawiają się zwaliska, na które trzeba się wspinać, potrzaskane sklepienie coraz bardziej przytłacza nas swymi sterczącymi zrębami, dalej już tylko pełzać można po dnie pokrytym ciekawymi toczeniami z namułu i wreszcie - nieszczęście! - korytarz jest zawalony olbrzymimi blokami aż po samo sklepienie. Czołgam się, wciskam między te bloki, szukając możliwości przejścia; chwila zwątpienia i znowu radość. Jest!

Znajduję ciasną, w górę idącą szczelinę, przez którą wydostajemy się niespodziewanie do drugiej, niezbyt wysokiej, ale obszernej komory. Tu zachwyt nasz nie ma granic…

Książka miała dwa wydania, z 1961 i 1987 roku. Cytuję z drugiego. Ciekawym doświadczeniem jest czytać przypisy, rzucające aktualne na rok ‘87 światło, na tezy autora stawiane w roku pierwszego wydania, które to przypisy, jak można podejrzewać, same zawierają częściowo już nieaktualne informacje.

Nie ciągnęło mnie nigdy do jaskiń i nie ciągnie nadal, ale szczerość pasji autora jest zaraźliwa. Pięknie czyta się także jego elokwentne zachwyty nad tatrzańskim krajobrazem - nie tylko tym chtonicznym - oraz relacje z prowadzonych w niebywałym, romantycznym wręcz trudzie wypraw. To nie jest zawsze łatwa książka, ale jeśli przypadkiem spadnie ci ona na głowę w antykwariacie - bierz.


Co tam jeszcze…

Pisząc ten newsletter, słucham:

Ryuichi Sakamoto - Beauty (Live Concert 1990)

Przyznam, że o Ryuichim Sakamato wiem tyle, że zakrawa to na ignorancję, polecam więc bez komentarza.


I jeszcze, jeszcze do kronik. Spadają w trawę twarde, blade śliwki. Za to z innej, ale nadal kulturalnej, beczki - tego, kogo los zniesie w okolice Częstochowy, zachęcam do odwiedzenia Galerii Dobrej Sztuki, która oferuje niewielką, ale wartą uwagi kolekcję obrazów, zgromadzoną w ramach wystawy stałej. Znajdziemy tam coś Fałata, coś Axentowicza, do tego Wyczółkowskiego, Malczewskiego i Jana Rubczaka, z którym dotąd nie miałem kontaktu.


Tyle ode mnie na dziś.

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się tym newsletterem z kimś, komu może się on spodobać (możesz przesłać mu ten link).

Kolejny list dotrze do ciebie, być może, w kolejną środę.

Zachęcam też do zapisu na newsletter Dominiki (szeptanechwilkami.pl) 🍂!

Czołgaj się uparcie, jak Zwoliński w głąb Tatr.

Dziękuję za czytanie.

N.

    Dołącz do rozmowy