środa, 8 października 2025

Jest określony rodzaj światła, który zbliża do siebie kolory, usypia cienie i półcienie, uspokaja świat. Tak jest dziś. Krakanie kruków niesie się przez bezwietrze łagodnymi falami. Na powierzchni sadu ścielą się różnokolorowe płachty. Samochodowa czerwień i mleczna zieleń jabłek, syropowa żółć gruszek, fioletowa koronka śliwek. Ostatnie owoce ledwie trzymają się już na gałęziach. Wydaje się, że strąciłby je głośniejszy krzyk.

Wydają się jednak wolne. Jakby spaść albo nie spaść, było ich decyzją. Może są wolne, bo nie wiedzą, że są obserwowane.

Skończyłem dziś czytać album-biografię Van Gogha.

Teraz patrzę i widzę wszystko trochę jego kreską. Chciałoby się chwycić za pędzel i chłonąć barwy, przepuszczać je przez siebie i uwalniać do nowego życia na płótnie.

Album początkowo odrzuciłem, jak podniesioną spod drzewa papierówkę, która okazała się zgnita. Jego ton wydał mi się plotkarski i mało rzetelny. Kilka miesięcy później zacząłem czytać go ponownie, tym razem dziwiąc się nieco mojej pierwsze reakcji. Ostatecznie, odbyłem miły spacer u boku Holendra, zakończony wstydliwym wzruszeniem.

A te jabłka, gdy w sadzie zapada zmrok a one świecą jak świetliki, smakują jak skradzione z Edenu.

Agnieszka Kijas, Vincent van Gogh—Człowiek i artysta (2018).


Będzie mi miło, jeśli podzielisz się tym newsletterem z kimś, komu może on się spodobać – nie obiecuj mu jednak, że będzie go otrzymywał regularnie.

Zachęcam też do zapisu na newsletter Dominiki🍂!

Każdy zmrok ma swój odcień i miejsce w wiecznie rosnącym almanachu barw.

Dziękuję za czytanie.

N.