poniedziałek, 6 października 2025

Krainę umysłu zraszam deszczem myśli. Po nagich piaskach obszarów wyklętych i nierzeczywistych – dlaczego nierzeczywistych? – toczą się biegacze. Jak w filmach. Słońce ogniuje tam z dziką obsesją i bez odporu.

Za to na obsesyjnie malowanych szarym pędzlem ulewy terenach wytworzył się mikroklimat wiecznego frontu. Kieruję swoją uwagę właśnie tam, gdzie myśli-krople spływają po wielkich jak człowiek liściach, a słońce nie dociera do sedna, bo jego fale rozbijają się na splotach przerośniętej roślinności. Półżywe, wycieńczone napięciem stworzenia czają się w okopach codzienności i szukają chwil dla siebie.

Moje niby-świadome myśli, skierowane w szeregi tamtych myśli, powodują zamęt, ale nie zmieniają kierunku szturmu. Trudno jest rozkazywać myślom.

A chciałbym odżywić te spieczone bezmyślą rubieże, pod dobrym słońcem wypiec wielkie bochny sensu, pod wirowaniem gwiazd snu także. Myśleć o tym, co powyżej, częściej niż htonicznieć całą kubaturą czaszki w sprawy, które nie wznoszą.

Tytanowy fiolet skreśla kolejny dzień. Jaśnieją za oknem już tylko żółte jabłka. Okno więcej odbija, niż przepuszcza, bo w pokoju jest jasno. Widzę jabłka, i widzę siebie, jak patrzę na jabłka, i widzę jabłka, jak są rzeczywiste. Nierzeczywistość zaczyna się tam, gdzie przestaję poświęcać uwago-godziny. Łatwo odrzeczywistnić tyle ważnych dla nas rzeczy.

Wystarczy o nich nie myśleć.


Będzie mi miło, jeśli podzielisz się tym newsletterem z kimś, komu może on się spodobać – nie obiecuj mu jednak, że będzie go otrzymywał regularnie.

Zachęcam też do zapisu na newsletter Dominiki🍂!

Tymczasem maluj odważnie po całym płótnie.

Dziękuję za czytanie.

N.