⚫ nie ma krasek nad Popradem


Przechodnie przecinają aleję, ich kształty odbijają się od wilgotnych płyt i bruku. Siedzę na ławce. Pod moim stopami leżą liście. Parkujący tyłem samochód elektryczny gra smutną piosenkę i obrzuca mnie ledowym światłem, w którym leżące liście łapią długie czarne cienie. Drzewa w świetle ulicznych latarni są nadnaturalnie złote i tajemnicze. Te stojące dalej od świateł same nabierają wyglądu zgaszonych latarni. W ciszy pluszcze fontanna.

Mój wzrok raz za razem wraca do liści. Leżą w zbyt idealnym nieładzie, zbyt dobrze dobrany jest kolor wieczoru do ich cery. Zbyt nierozważnie je depczemy.

Za moimi plecami cicho gra jazzowa muzyka w ogródku kawiarni Bezdech. Raz po raz miesza się z muzyką z przejeżdżających samochodów.

Podnoszę lipowy liść i dotykam. Jest skórzasty, chłodny i zapiaszczony. Tną go bruzdy krwioobiegu, tak wyraźne jak zmarszczki u starych ludzi na fotografiach. Pachnie niedzielnym spacerem z rodzicami. Badam go i dotykam tak długo, aż jako ciało rzeczywiste wytworzy własną małą grawitację, i ściągnie ku sobie część mojego poczucia rzeczywistości, przywróci życiu ciążenie, osłabione przez dzień spędzony w skupieniu na pracy.

Pocieram liść po raz ostatni i rzucam go jak banknot. Wracam, szurając butami, roztrącając jesienną walutę.


nie ma krasek nad Popradem, cz. 1

Najpierw muszę wypożyczyć samochód.

Kornie tuptam więc piechotą. Chodnikiem toczę się ja, obok drogą toczą się ludzie już zmotoryzowani, nieboskłonem toczy się gigantyczne, lipcowe słońce. Mijający mnie autobus huczy jak czerw pustyni, jakby w jego wnętrzu płonął ogień, a to tylko płoną zlani potem pasażerowie. Gdy udaje mi się przebić przez ciepłą chmurę jego odoru, wracam myślami do auta, które zarezerwowałem. Dzieli mnie od niego nie więcej, niż pół kilometra i podpis na umowie.

Docieram na miejsce, dopełniam formalności, wsiadam do samochodu. Chwilę wcześniej wysiadła z niego poprzednia najmująca. A samochód jest to Citroën C-Elysée, silnik 1.2, benzyna. Bestia o srebrnej łusce. Wyjeżdżam z placu, wrzucam dwójkę. Pedał gazu reaguje jednak z opóźnieniem i dziwnym wahaniem. Czuję się trochę jak w starej telewizyjnej grze Hugo. Szybko zdaję sobie sprawę, że opóźnienia na linii pedał gazu – prędkość obiektu nie wynikają ani z usterki pojazdu, ani zaburzeń grawitacyjnych, a nieprzebłaganego stosunku masy do mocy. Jestem lekko – leciutko – rozczarowany. Chciałem w końcu, byśmy się polubili.

To ważne, bo spędzimy razem najbliższe trzy dni.

Z samochodem łączą się określone wyobrażenia. Mówi się, że to wyznacznik statusu, że męskie ego, itd. Ale to najmniejsza część prawdy. Bo samochód to maska. Pełni dwie funkcje maski – po pierwsze, zapewnia anonimowość tego, kto za maską się kryje. Po drugie, pozwala przybrać daną nową tożsamość, wolną od skrępowań starej. Ruch uliczny to subrzeczywistość, której zasady są jaśniejsze i prostsze od zasad rzeczywistości właściwej.

Nad tymi zasadami przyjdzie mi jeszcze podumać, a teraz zajeżdżam na stację, leję do pełna i – ruszam w trasę.



Będzie mi miło, jeśli podzielisz się tym newsletterem z kimś, komu może on się spodobać – nie obiecuj mu jednak, że będzie go otrzymywał regularnie.

Zachęcam też do zapisu na newsletter Dominiki🍂!

Kolejne części “nie ma krasek nad Popradem” wydarzą się w kolejnych - ale nie w każdym z nich listach.

A teraz, stań pod drzewem i słuchaj go tak długo, aż zajaśnieje złotą łuną pod gwiezdnym albo śniącym niebem.

Dziękuję za czytanie.

N.