miękkie słodkie gruszki strąca deszcz
Ślizgam się na gruszkach w mokrej trawie, co za życie. Ciężka wodą szmata wiatru szarpie się, okłada świat. Idą miesiące ciemne. Biorę do ręki któregoś z dawnych poetów i czytam, że z jesienią idzie śmierć liściasta. Co ty, myślę, dawny poeto, ja jesień przeżywam cozy.
Czuję czasem to, co niebo tuż przed nocą, gdy wirują w nim, głęboko pod powierzchnią, wysoko, w sadach chmur, błyszczące ptaki. Leję pod kwiaty brązowy biohumus i patrzę przez okno, i może się uśmiecham. Podniosłem z asfaltu pierwsze kasztany i pochowałem po kieszeniach. Rozpisałem plan jakiegoś tekstu, wypiłem drogą kawę, wypiłem tanią kawę i wypiłem zbożową. Ćwiczyłem do skraju sił, później bałem się od bólu pod płucem. W środy o szesnastej dwadzieścia osiem siadam w parku, by czekać na ciszę. Następnie trochę ją gubię, trochę nie. Szumią cicho modele tekstowe, gdy wykonują moją pracę. Trzymam ręce w górze, plącząc się w mokrej firanie, co za życie.
Tyle ode mnie na dziś.
Będzie mi miło, jeśli podzielisz się tym newsletterem z kimś, komu może się on spodobać (możesz przesłać mu ten link).
Kolejny list dotrze do ciebie, być może, w kolejną środę.
Zachęcam też do zapisu na newsletter Dominiki (szeptanechwilkami.pl) 🍂!
Zrób może dżem.
Rozmowa ()
Dziękuję za Twój wkład.