Jabłka jako klamra kompozycyjna
Witaj.
Wertowałem notatnik i natrafiłem w nim na taką oto notatkę:
Jest 12 lutego. Słońce leje się po oknach i podłogach, robiąc taki hałas, że trudno jest mi go wytrzymać. Parzę małą-drugą-czarną, chwytam kilka miniaturowych pączków, coś do podłożenia pod pośladki i plecak, a do plecaka wkładam laptop. Obleczony jedynie w kurtkę schodzę do ogrodu i siadam na ławce, na której oprócz mnie widywałem sąsiada zza ściany, zażywającego chwili integracji z czarnym kotem, którego dokarmia. Pogwizdują bogatki, zawiewa wiatr. Śnieg stopniał i trawa kląska pod butami. Z otwartych okien budynku po drugiej stronie ulicy słychać głosy. Obok ścieżki, prowadzącej przez ogród, była jeszcze kilka dni temu zamarznięta kałuża. Lód był na niej wyjątkowo przezroczysty i zatrzymane w nim rośliny układały się w szczególnie estetyczną kompozycję. Odwlekałem przez kilka dni wybranie się do ogrodu z aparatem, i teraz kałuży już nie ma. Zostały tylko miękkie, karmelowe jabłka o pomarszczonej skórce, wyglądające jak upieczone. To te same jabłka, które niedawno sypały się głośno na ziemię. Ich widok towarzyszył mi całą zimę. Na przemian pojawiały się i niknęły pod śniegiem, gdy między nimi spacerowały kwiczoły, sikory, gawrony, gołębie i kawki. Na krzaku głogu wiszą jeszcze czerwone owoce.
To tyle ode mnie na dziś.
Będzie mi miło, jeśli podzielisz się tym newsletterem z kimś, komu może się on spodobać (możesz przesłać mu ten link).
Kolejny list dotrze do ciebie, być może, w przyszłą środę.
Zachęcam też do zapisu na newsletter Dominiki (szeptanechwilkami.pl) 🍂!
Obserwuj jabłka, bo są klamrą kompozycyjną życia.
Dziękuję za czytanie.
N.