czwartek, 23 października 2025
Odwróciłem wzrok na dzień, dwa lub trzy, a gdy spojrzałem znów, przestrzeń okazała się ulec przeszkleniu i rozpowietrzeniu. Zyskała oddech, ale kosztem czegoś. Zburzono miedzianą fasadę kasztanowca, strącono ją w rumowisko stalowych płytek, które teraz leżą i szeleszczą o zmarnowanych jabłkach, zmrożonych i obnażonych, nieopadłych, wytrwałych bardziej niż liście. Liście, zmiecione jak przez archeologa pył ze szkieletu jaskiniowego niedźwiedzia, zwinęły się, owinęły ciasno ramionami i pochowały po cieniach i pod ławką, zbiegły wraz ze słońcem na ostatni spacer po pustych ulicach, na lot nad kukułczym gniazdem.
Dzięki temu, widzę teraz jednak więcej.
Widzę dal, w którą po jesiennemu mogę się zapatrzać. Widzę w tej dali bryłę nowego bloku, widzę też dwa nowe drzewa, tak upstrzone kolorami, jakby były efektem ćwiczeń na zajęciach z teorii koloru. Słyszę nowe echa dziecięcych głosów, szum odleglejszych wiatrów, wszystko to wdziera się do moich okien przez pusty stelaż kasztanowca.
Zapuszczając żurawie spojrzenie na działkę obok, również od niedawna odsłoniętą dla mojej reporterskiej ciekawości, widzę dwóch mężczyzn w czerwonych roboczych rękawiczkach, którzy mocują się z drabiną. Rozstawiają ją szerzej i węziej, bliżej i dalej, obracają się z nią i wirują jak walczące jastrzębie, gestykulują posuwiście i energicznie.
Ten spektakl rozgrywa się niczym scena z Flipa i Flapa i owocuje pozornie niczym. Drabina stoi pośrodku ogrodu, a dwaj mężczyźni po prostu sobie idą, jakby ogłoszono przerwę w kręceniu ujęć. Zagryzą to ciepłe popołudnie odwiniętą ze śniadaniowego papieru kanapką i popiją herbatą, laną z termosu.
Będzie mi miło, jeśli podzielisz się tym newsletterem z kimś, komu może się on spodobać – nie obiecuj mu jednak, że będzie go otrzymywał regularnie.
Zachęcam też do zapisu na newsletter Dominiki🍂!
Odgrzeb stare kartki z rumowiska papierowych dni i spróbuj zrozumieć, co znaczą.
Dziękuję za czytanie.
N.