Café Dziejba: Życie codzienne, Axentowicz, Model 500, Hamvas

Café Dziejba jest projektem wielopostaciowym, przede wszystkim jednak – literackim. Jest także zabawą. Jego twórcą jestem ja, Norbert Kaźmierczak. Pisuję również opowiadania oraz teksty zupełnie nieforemne.

Ten newsletter zaleca się konsumować z kubkiem ciepłego napoju i wiązką czasu w dłoni.


Witaj.

W dzisiejszym newsletterze znajdziesz…

  • najpierw kilka zdań ode mnie, tekstem oraz głosem,
  • później Dziejbę Właściwą, czyli pisanie i bajanie,
  • Dziejbę Posłyszeń, czyli czego z przyjemnością słuchałem, o tym wspominam,
  • Dziejbę Obrazowania, czyli jeden obraz jednego malarza,
  • oraz Dziejbę Przekazów, czyli co czytałem.

Słowo wstępu

Kilka zdań głosem:

Zamyka się dla mnie powoli pierwszy tydzień powrotu do rutyny, za którą tęskniłem. Z dziką przyjemnością parzę kawy, wydłużam piesze wypady, rozpuszczam się w parujących prysznicach. I jem mandarynki.

Wybicie poza rutynę daje możliwość snucia pomysłów bez konieczności konfrontowania ich z ograniczeniami codzienności. Teraz, z głową i zeszytem pełnymi zamiarów, zakusów i zamierzeń, na nowo ważę chęci, siły i czas.

Za oknami szara, katatoniczna pogoda. Obserwuję ją bez emocji i czekam, co też zacznie się meteorologicznie wydarzać. Coś musi.

Dobrze, że mamy w domach światło.

Dziejba Właściwa

Było popołudnie ładne, stosunkowo ciepłe. Schyłek jesieni. Po ulicach miasta przetaczały się ostatnie hordy kasztanowych łupin, słońce wypalało pożegnalne salwy, ludzie rozpinali płaszcze, luzowali szaliki. W Café Dziejba było popołudnie mocno americano, klientela mało sernikowa. Barista tuptał w zamszowych kapciach po gładkich płytkach, gładkie płytki glazurowały o nastrojach, ubiorach i wdzierających się przez drzwi liściach.

Wtedy do kawiarni wszedł dinozaur.

Był plastikowy i niebieski. Mierzył niespełna metr pięćdziesiąt, ale jego uzębiony uśmiech budził respekt. Goście zamilkli. Barista na chwilę tylko stracił zimną krew. Gdy ją odzyskał, podtuptał do dinozaura i wskazał mu grzecznie stolik w rogu pomieszczenia. Ten skierował się tam, gdzie go wysłano, i zasiadł na krześle.

Gwar rozmów rozkręcał się powoli ponownie, jak szum przytrzymanego na chwilę ręką wiatraka. Zaraz wgryzł się jednak w atmosferę zgrzyt dinomowy, dobywającej się z plastikowego gościa strasznej paszczy. Trzaskały kły, tryskała ślina, biły w eter niewybredne słowa.

*Niewygodne jest to krzesło nad miarę, oh, nad zniesienie. Gdyby chociaż z kimś pogadać można było. Co przeszedłem, to jest rozpacz. Wymieniono mi kręgosłup, podmieniono czaszkę. *(Nadmienić należy, że trudno oddać prawdziwy charakter tego monologu, w rzeczywistości natchniony był on bowiem taką ilością słów na literę „k”, jakby właściciel pyska realizował ćwiczenia zadane mu przez logopedę.) W siedmiu byłem szpitalach, dziewiętnaście miałem operacji na ogonie. (…) I co, zapomnieli o moim zamówieniu, a jakże. Co nie zamówiłem, jak zamówiłem? Gdyby chociaż z kimś pogadać…

Drzwi otwarły się ponownie. Wdreptało do środka nieśmiało dziecko, może czteroletnie, a za nim jego matka. Czterolatek postąpił kilka kroków, po czym podbiegł do stolika w rogu pomieszczenia. Podniósł z blatu plastikowego, niebieskiego dinozaura i z uśmiechem pokazał go mamie.

Pomachali bariście i wyszli.


Nieśmiała mgła pejzażuje przestrzeń. Pęk złotych gwiazdek na oprócz tego nagiej już brzozie przetrzymał jesień, i zima utrwaliła go i uwieczniła. Psy załatwiają się w zdeptanej trawie. Z okien wyglądają ludzie, mają miny poważne i pełne ostrożnej nadziei, jakby spodziewali się, że już lada moment ucichnie zawierucha głębokiej szarości. Tymczasem wiatr ten niemy, który obalił kolory, wyrwał z korzeniami cienie i światła, będzie wiał jeszcze, tak, będzie jeszcze wiał.

Tymczasem ja, poruszam się po skraju planszy odzyskanej codzienności. Codzienność powróciła jak wielkie, niewidziane tu dawno ptaki. Powitałem ją bez zdziwienia, choć z niedowierzaniem, i szerzącym się stopniowo uśmiechem.

Dziejba Posłyszeń

Zdziwiłem się sobą, ale wracam do tej płyty raz za razem. Kompilacja ClassicsJuana Atkinsa, jednego z pionierów techno, jest zaskakująco przystępna, jak na fakt, że to EDM/Detroit techno sprzed prawie czterdziestu lat. Nie coś, po co sięgnąłbym zazwyczaj, ale coś, w czym odnalazłem dużo radości i ciekawą melodyjność.

Dziejba Obrazowania

W roku 1987 grupa polskich malarzy założyła Towarzystwo Artystów Polskich „Sztuka”. Powstanie towarzystwa podyktowane było obniżającym się poziomem wystaw organizowanych przez Towarzystwo Sztuk Pięknych.

Do założycieli TAP “Sztuka” należał między innymi znakomity portrecista Teodor Axentowicz(a także Julian Fałat, o którym pisałem tydzień temu).

Malarz ten pracował również, wraz z Wojciechem Kossakiem i Janem Styką, przy tworzeniu Panoramy Racławickiej.

Dziejba Przekazów

“Kto zastanowił się, na czym polegała sztuka wielkich oratorów - w jakich chwilach Demostenes, Cyceron, Jan Chryzostom, Savonarola naprawdę oddziaływali na słuchających - musiał dostrzec, że działo się to wtedy, kiedy mówili n i e. Mowa robi największe wrażenie, gdy atakuje. Debata jest sztuczną formą mowy.”

Béla Hamvas, Księga gaju laurowego i inne eseje

Eseje Hamvasa pełne są erudycji i ponętnego wdzięku. Nawet, jeśli czasem wydają się z wiewiórczą gracją trawersować gałęzie ścisłości i dorzeczności.


Będzie mi miło, jeśli podzielisz się tym newsletterem z kimś, komu może się on spodobać (możesz przesłać mu ten link).

Kolejny list dotrze do ciebie, być może, w przyszłą środę.

Zachęcam też do zapisu na newsletter Dominiki 🍂!

A mgła? Kto przejdzie przez nią, by sprawdzić, czy świat jeszcze istnieje?

Dziękuję za czytanie.

N.