Café Dziejba: Widoki jednego okna, wrony i Bruno Schulz

Café Dziejba jest projektem wielopostaciowym, przede wszystkim jednak – literackim. Jest także zabawą. Jej twórcą jestem ja, Norbert Kaźmierczak. Pisuję również opowiadania oraz teksty zupełnie nieforemne.


Witaj.

Słowo wstępu

Ograniczony silniej niż zwykle przestrzenią, obserwuję dziejbę tego świata z pozycji poniekąd oddalonej. Wspomniane ograniczenia objawiają się też w formie powstających tekstów. Lubię je jednak, bo wycisnąć je musiałem z wilgotnego ledwie piasku.

Dziejba Właściwa

Oto, w jakie wzory układały się cząstki Wokół:

  1. W miejscu, gdzie pień klonu rozgałęzia się na trzy grube jak człowiek konary, rośnie mech. Na tym mchu leżą żółte liście. Sikorka siedzi wśród nich i rozrzuca je dziobem, jakby gmerała w starych szpargałach.
  2. Linie szpitalnego gmachu mają w sobie katedralną wzniosłość, tyle że ociosaną z wszelkich upiększeń i dodatków. Zdaje mi się nawet, że dostrzegam fantomowe nawy i kruchy, dostrzegam też wiernych, spieszących na wieczorne nabożeństwo. Zaczyna padać deszcz.
  3. Na parapecie leży kraciasto-pasiasty koc. Jest cienki. Kolory poszczególnych jego obszarów są takie: oświetlona słońcem laska cynamonu, wnętrze katedry, używany jutowy worek, sylwetka drzewa na tle nieba zachodu.
  4. Deszcz wsiąka w kolory i one puchną jak pieczone bułki, pogłębiają się, odkrywają nowe odcienie i rozpiętości. Zielenie mszeją, orzechowieją brązy, z żółci tryska wyciskany świeżo sok.
  5. Zewnętrzna latarnia, wtulona głową w zielonkawe jeszcze liście grabu, stoi na pogodnie błękitnej nodze i białym okiem wpatruje się tępo w przestrzeń przed sobą. A może oniemiała od przesytu fantazją kształtów, prowadzących w kałużach życie bon vivantów.
  6. Dwie wrony wnoszą się jedna za drugą przez powietrze, lecąc po linii prostej, rozciągniętej po skosie między budynkami, jak dwa pstryknięte palcem koraliki, naciągnięte na ten sam sznurek.
  7. Od nowego sąsiada z sali dostaję Kinder Niespodziankę i teraz z parapetu strzeże nas jurajskim okiem plastikowy dinozaur.
  8. Przez chwilę znak na parkingu, oznaczający zakaz postoju, rozjarza się potężnym blaskiem i staje się mi ostrzeżeniem, jakby skierowanym konkretnie do mnie komunikatem, który Bóg chce mi wpalić w siatkówkę.
  9. Bezchmurny papier zmierzchu tylko na chwilę zajmuje się ogniem na skrajach i zaraz zapada szybka, dziwnie dojrzała ciemność.
  10. Jeden z budynków szpitalnych w poprzednim wcieleniu mógł być dziwnie dużym dworkiem, kinem lub teatrem. Cieniutkie gałązki grabu i ich cienie tworzą na tynku strukturę do złudzenia przypominającą krwiobieg. 
  11. Czwartkowy wieczór jest spokojny. Siedzę na korytarzu. Z różnych sal dobiegają różne odgłosy i mieszają się. Radio na baterie, telefoniczne rozmowy współpacjentów, pokasływania, pogaduchy pielęgniarek. Wszystko to idzie korytarzem jak migracja gnu, przedziera się z trudem przez mulisty bród mojej świadomości. Ja siedzę na korytarzu.

Dziejba Posłyszeń

Nie przestaje mnie cieszyć Craven Faults. Lubię te długie utwory, w których rytm turkocze niespiesznie, linie nachodzą na siebie, a głęboka różnorodność rozpycha się odważnie w pozornie ciasnej formie.

https://youtu.be/V2zNtlR5ZdU?si=frbxC3LUPIg-rHiU

Dziejba Przekazów 

Sanatorium pod Klepsydrą jest jeszcze gęstsze i bardziej enigmatyczne niż Sklepy cynamonowe. Jest też przedziwne. Jest tęskne i piękne.

“Był wieczór wietrzny i spłoszony. Zbierało się na deszcz. Na żółtych i mdłych horyzontach porządkował się już dzień do odjazdu, zaciągał w pośpiechu nieprzemakalne i szare pokrowce nad taborem swych wozów ciągnących szeregiem ku późnym i chłodnym zaświatom.”

Bruno Schulz, Sanatorium pod Klepsydrą


Będzie mi miło, jeśli podzielisz się tym newsletterem z kimś, komu może się on spodobać (możesz przesłać mu ten link).

Kolejny list dotrze do ciebie, być może, w przyszłą środę.

Zachęcam też do zapisu na newsletter Dominiki 🍂!

Tymczasem, wstań i patrz, jak rozpręża się kopuła nieba.

Dziękuję za czytanie.

N.