Café Dziejba: Jan Kastor, cz. 3
Witaj.
Zapraszam do Dziejby i miło jest mi móc przedstawić trzecią część opowieści, zapoczątkowanej dwa tygodnie temu.
Jana Kastora dryfowanie i omijanie prawideł życia było mniej wieloletnim projektem, a bardziej pojedynczym aktem woli, który później samoistnie rozwijał się w czasie i urastał. Doszło do tego, że nie było dla Jana odwrotu ani ucieczki poza koleiny, wyżłobione dwie dekady wcześniej. Może stąd jego nerwica, stąd rozedrganie, będące nie tylko przypadłością ciała, ale też emanacją jego aury. Jego aura była rozedrgana. Jednakże, tak długo jak Jan Kastor pozostawał w koleinach, prowadzony przez nie przez życie jak przez Park Jurajski, był też bezpieczny. Dosięgały go takie ciosy, na jakie niegdyś w swoim wyobrażeniu przyzwolił, szczęścia również doznawał takiego, jakiego istnienie niegdyś potrafił pojąć. Manewr ten miał w zamierzeniu poprowadzić go ku czemuś, podobnemu do epikurejskiej ataraksji. Poprowadził go na manowce.
Były to jednak manowce bezpieczne.
– Dobrze, dobrze – przerwał Jan którąś z kolejnych tyrad H. – dość już powiedziałeś komunałów. “Zło jest częścią życia, ybly-bybly”. Pewnie, że tak…
– Tak właśnie jest, Janie.
– Oho, aż tu nagle H. boi się, że utraci coś, co jest mu drogie – Jan zaśmiał się i pokręcił głową. – Hipokryzja!
– Mówisz o Café Dziejba?
– Oczywiście.
– Implozja Dziejby nie jest naturalnym zjawiskiem, tylko aberracją – zaprzeczył H.
– Aberracją!
– Czy nie ustaliliśmy, że wszystko to…?
– No i co z tego? – rozłożył dłonie Jan – Co chciałeś powiedzieć, że jestem temu winien? Każde zło jest albo dziełem biegu rzeczy, albo czyjąś winą…
– Poprawne tory biegu zdarzeń.. – bronił się H.
– Daruj sobie ten romantyczny zaśpiew, bo jest on poniżej twojego poziomu, H. Możemy to przyjąć jako skrót myślowy, nic więcej. Wydaje ci się, że co, że istnieje jakaś, nie wiem, “naturalna” linia losu? Wypadki biegną tak, jak biegną. Strata jest stratą. Zło jest złem. Nie da się skierować rzeczywistości znów na “poprawne tory”, bo żadnych poprawnych torów nigdy nie było! - wypluł Jan na jednym oddechu - To tak, jakbyś chciał podnieść z powrotem ścięte w lesie drzewo! Tyle.
– Tyle, aha.
– Tak, tyle. – pokiwał z przekonaniem głową Jan – Ja ściąłem drzewo. Ono połamało inne. Oto cała magia. Udam się do toalety, przepraszam.
– Poczekaj – powiedział z nagłą mocą w głosie H. – najpierw zatańczmy.
Dziejba chroniła w tamtym momencie pod swoim dachem następujących gości: jedną parę w średnim wieku, jednego biologa, trzech emerytowanych bokserów, kobietę w ciąży, starszego mężczyznę w kapeluszu, starszą kobietę w sukni, jednego smutnego chłopaka i dwie nastolatki o włosach w kolorze tęczy. W lokalu unosił się zapach dymu i wosku. Płomienie świeczek kołysały się od oddechów. Jan Kastor przysiadł z powrotem, a H. podszedł do lady, w półmroku szepnął coś do ucha bariście, a ten podał mu radiomagnetofon typu boombox.
H. włożył kasetę, wyciągniętą z kieszeni dżinsów, i z głośnym kliknięciem wcisnął przycisk odtwarzania.
Popłynęła muzyka. Był to jeden z utworów z serii *Tubular Bells *Mike’a Oldfielda.
– Janie Kastor – odezwał się głośno H, rozsuwając wolne stoliki – zawirujmy jak derwisze!
Koniec części trzeciej z czterech.
To tyle ode mnie na dziś.
Będzie mi miło, jeśli podzielisz się tym newsletterem z kimś, komu może się on spodobać (możesz przesłać mu ten link).
Kolejny list dotrze do ciebie, być może, w przyszłą środę.
Zachęcam też do zapisu na newsletter Dominiki (szeptanechwilkami.pl) 🍂!
Gdy owiniesz się w mgłę, gdy przestaną cię widzieć, wtedy ujrzysz.
Dziękuję za czytanie.
N.