ale nie wie, że to ja patrzę na niego

Patrzy na mnie świat, ale nie wie, że to ja patrzę na niego. Jadę pociągiem. Sterczą z pola czarne pięści ciętych wierzb. Ląduje bażant. Spaceruję na skraju wiejskiego skrzyżowania. Syn bawi się na ulicy. Podśpiewuje kolędy, tańczy pod pogodnym niebiem wśród kałuż. Przechodzi przeze mnie słońce i wtedy sam staję się jednoosobowym pochodem Słońca. Wokół czernieją kretowiska, zielenieje jemioła. Patrzę wzdłuż pustej drogi. Poziome promienie ślizgają się po asfalcie. Słońce cicho domyka dzień, jakby próbowało opuścić go niezauważone. Niepełny i niepewny siebie Księżyc horyzontuje czas. Za cztery dni pełnia wybije w nim jak gong. Jest takie piekło, które składa się z malutkich rajów, następujących po sobie bez najmniejszego antraktu, możliwych tylko do doświadczania, ale niemożliwych do kontemplowania, rozważania i wspominania. Rozszerza się nade mną klucz gęsi jak kilwater. Ja wyrywam się z wiru wydarzeń, kreślę na kartce list i w zakorkowanej butelce wrzucam go w matnię. Później skaczę za nim. Przedziewam się przez targ. Bo dzieci rosną, mówią. Dzieci pierwsze i najodważniej zrzucają z siebie zimę. Patrzę na tające jezioro. Skrzypi pomost, woda trykapod lodu. Po tafli chodzą mężczyźni z białymi wiadrami. Ląduje łabądź, krzycząc hak, hak, hak, hak, hak…


To tyle ode mnie na dziś.

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się tym newsletterem z kimś, komu może się on spodobać (możesz przesłać mu ten link).

Kolejny list dotrze do ciebie, być może, w przyszłą środę.

Zachęcam też do zapisu na newsletter Dominiki (szeptanechwilkami.pl) 🍂!

Pamiętaj, że głębna przestrzeń myśli nie ma dna.

Dziękuję za czytanie.

N.