5 minut w Dziejbie: Dziewięć faktów piękna
Podchodzisz do lady. Zamawiasz to, na co masz ochotę Dzisiaj, bo Zwykle nie istnieje.
Siadasz przy stoliku i ciekawie zerkasz na okładkę płyty winylowej. Odkrywasz, że na gramofonie wiruje:
Alexandra Hamilton-Ayers - Orbit(https://tidal.com/browse/track/462756174?u)
Podnosisz ze stolika dzisiejszy biuletyn i zaczynasz czytać:
Ze szpitalnego okna i łóżka obserwowano wielkie piękna, które, mimo opadów kwaśnego deszczu niepewności, nie traciły swojej woli i miłości. Przestawiały się one tak…
-
Świecące odbitym światłem chmury raz za razem rozświetlają salę blaskiem, który się w niej mości i rozpycha, rozgrzewa nas leżących.
-
Próżniowe bąbelki świergoczą jak górski potok, nieustannym kojącym przepływem, zaokrąglonym jak otoczaki szumem.
-
Pielęgniarka, której dotąd nie widziałem, starsza wiekiem, uroczo manewruje sama pustym łóżkiem, próbując wprowadzić je do sąsiedniej sali. Śmiejąc się, powtarza drugiej pielęgniarce “nie dotykaj, nie dotykaj!”, gdy ta próbuje ją wspomagać.
-
Robię wielki herbaciany potop. Zalewam muszle słuchawek jak chińskie czarki. Miła pani sprzątająca pomaga mi wylać napar z szuflady.
-
Choć nie byłem głodny, okazało się, że jestem, gdy podsunięto mi cieplutkie, odgrzane dla mnie gołąbki, w pudełku odwiniętym z aluminiowej folii, pachnące i polane pysznym pomidorowym sosem, idealnie kwaskowym po pomidorowemu i intensywnym. Zjadłem dwa w czasie krótszym niż dałoby się posmarować kromkę szpitalnego chleba szpitalnym niemasłem.
-
Teraz na klonie pozostały już niemal tylko kępy nosków o kolorze matowej miedzi, a całe drzewo sprawia wrażenie zasuszonego.
-
Po tygodniu dostaję nowe łóżko, tak wygodne, że mam ochotę już teraz, o godzinie trzynastej, rozłożyć się na na nim, przykryć wpadającym przez okno słońcem i usnąć jak kot.
-
Czarny kontur drzewa na tle niskiego słońca i liście, zawieszone na sznurkach plamy złotego światła, są dziś punktem ciężkości płynących za oknem scen.
-
Dziś słońce wślizguje się między dwa budynki, niespodziewanie, wcześnie, i na gałęziach niewielkiego grabu rozkleja gęsto płaskie, łódkowate pojedyczne płomienie. Zaskoczony grab, marauder jesiennej armii, stoi bez ruchu, oblepiony ulotkami propagandy ognia.
Poniższe było w Dziejbie cytowane, ale nie komentowane:
Huber, urodzony w roku 1750 w Genewie, ociemniał we wczesnej młodości. Zaciekawiony zrazu doświadczeniami Réaumura, które chciał skontrolować, rozgorzał niebawem zamiłowaniem do tych badań i poświęcił całe życie studiowaniu pszczół przy pomocy oddanego sobie, wiernego i rozumnego służącego Franciszka Burnensa. W rocznikach cierpień i zwycięstw ludzkich nie ma może przypadku bardziej wzruszającego i dającego więcej otuchy — nad dzieje owej mozolnej współpracy. Jeden nie dostrzegał innego świata jak jasność ducha, drugi korzystając ze światła realnego kierował rękami i myślami tamtego, który, jak powiadają, nie widział nigdy plastra miodu. Podwójna to była zasłona dla uczonego, pomimo iż życie pszczoły okrywa ciemń głęboka, a umysł jego stawał najgłębsze tajemnice geniuszu twórczego, owe niewidzialne plastry, stwierdzając tym wymowniej, że nie ma takich warunków, w których by nam było wolno porzucić nadzieję i zaprzestać poszukiwania prawdy.
Życie pszczół, Maurice Maeterlinck
Będzie mi miło, jeśli podzielisz się tym newsletterem z kimś, komu może się on spodobać – kolejny list pojawi się, być może, w przyszłą środę.
Zachęcam też do zapisu na newsletter Dominiki 🍂!
Pamiętaj, że mogą pszczelim rytmem wibrować nasze bezskrzydłe poranki.
Dziękuję za czytanie.
N.